poniedziałek, 17 lipca 2017

Bodylove


Bodylove ? Czy przypadkiem nie jest to tylko przykrywka dla leniwych ,którym nie chce się zadbać o siebie ? Którzy wolą nawpieprzać się lodów z bitą śmietaną i bezczelnie powiedzieć ,że ( heheszki ) kochanego ciała nigdy za wiele .Dlaczego wciąż krytykujemy nie-szczupłych , nie-idealnych ,nie-modelowych ,którzy mieli odwagę pokazać się w stroju dwuczęściowym na plaży ? Dlaczego aż tak bardzo przeszkadza nam swoboda i wolność naszych ciał ? Dlaczego krytykujemy ,krytykujemy i jeszcze raz krytykujemy głośno wygląd innych ,a później ,w domu ,cichutko krytykujemy nasze własne odbicie w lustrze ?

Od podstawówki ,poprzez liceum po dziś dzień mam kompleksy .
Kiedyś były to rzeczy z których teraz się śmieje ,a teraz są to rzeczy dla których nie chce mi się tracić dobrego humoru ,tylko dlatego ,że moja chora wyobraźnia widzi coś czego być może nawet inni nie dostrzegają ,a ja tak czy siak mam kompleksy .
Stety ,bądź niestety nie jestem fanką sportu ,a jak już ,to nie aż tak wielką żeby samej brać w tym udział .Nie pracuję nad pupą -na wzór- Kim Kardashian ,ani nad figura Ani Lewandowskiej tuż po porodzie ,chociaż ,jak rzuciłam okiem ,to nawet w ciąży wyglądała lepiej niż ja teraz .Chodakowska mnie kwurwia swoim gadaniem ,i w ogóle nie wyrabiam z tempem .Grzesiek jest okropnym partnerem do gry w tenisa ,na rowerze boję się jeździć ,jedyna nadzieja w tym żeby otrzeć się o jakiś sport to może to ,że w końcu kupie sobie te buty do biegania i zacznę biegać .Także jest to jest ,a ,że nie ma to nie ma .


Do czego zmierzam : w tym roku po raz pierwszy od bodajże 8 lat ? ,pokazałam się publicznie ( z własnej chęci ! )w krótkich spodenkach .Takie do połowy uda ,także szaleństwem tego pewnie nie nazwiecie ,ale to właśnie nogi są moim największym kompleksem .A raczej były ! Zamierzam jeszcze ,również w tym roku założyć struj dwuczęściowy .Jeszcze nie wiem gdzie ,kiedy i czy pogoda pozwoli ,ale mam taki plan .Nie zamierzam już dłużej być nieszczęśliwa z powodu mojego ciała .

Ludzie ,jeżeli czujecie ,że nie chcecie ,nie lubicie ,nie ,absolutnie nie ,to nie wy ,tak wam dobrze - nie zmuszajcie się ,nie róbcie z siebie żadnej Ewy ,Ani ani nawet Mani .Idźcie na rurki z kremem ,gofry z bita śmietaną ,lody ,drożdżówki , nie odmawiajcie sobie ,nie miejcie wyrzutów sumienia ,nie planujcie nowej diety ....ja mam jeszcze pół pudełka toffifee i zaraz pewnie zjem wszystko sama ,a później pójdę na kawę do Moniki ,i czy to spalę ?Nie ! Zapewne usiądziemy w ogrodzie ,być może ponarzekamy na nasze brzuchy ,że rosną a my nic z nimi nie robimy ,a jeszcze później może popłaczemy się ze śmiechu i BĘDZIE FAJNIE .
I naprawdę ,ale to naprawdę nie chce mi się pracować nad super figurą .Wolę popracować nad samoakceptacją ,wewnętrznym spokojem i częstym uśmiechem .


Są jeszcze rzeczy w naszym wyglądzie na które absolutnie nie mamy wpływu ,inni bezmyślnie i bezkarnie to krytykują ,nas to boli i g**** z tego wynika .
Tak ,jestem wysoka .Jestem wyższa od niejednego faceta ,i z politowaniem patrze się i będę się patrzeć na takich którzy komentują w sposób idiotyczny mój wzrost ,tak jakbym ( kurwa ) miała jakikolwiek wpływ na to czy mieszczę się w "kobiecych normach" ,czy normy przerastam .Jestem człowiekiem ,a człowiek rośnie .I ja tak właśnie sobie urosłam .



czwartek, 6 lipca 2017

Od przybytku głowa nie boli ,ale o życie jednak się bałam

12 lat znajomości .
On już nawet nie jest zdziwiony .
Za to ja dziwię się każdego dnia .
On nie jest zdziwiony ,kiedy piorę croksy i wyciągam z pralki dwa rozmiary mniejsze .
On już nawet nie jest zdziwiony ,że pranie znowu zafarbowało,że zamiast cynamonu do szarlotki dodaje paprykę ,że sos jest zupą ,że znowu się jebnęłam w sklepie i w biegu złapałam nie to co trzeba ,że drobnych kruczków nie czytam .....
Dziwię się ,że on się już nie dziwi ,ja chyba bym się dziwiła .
Dziwię się kiedy z takim stoickim spokojem jakby to było coś oczywistego ,normalnego ,gdyby to się działo na co dzień , pyta -co znowu spierdoliłaś papużko ?
Znamy się już tyle lat a on  nigdy nie wie co zastanie w domu po powrocie z pracy ,bądź z czym wrócę z zakupów .Cokolwiek by to nie było ,już go to nie dziwi .I za to go kocham .


No i stało się ,nie inaczej .
Po raz kolejny .
Wniosłam / wniosłyśmy do domu kawałek mebla .
Kolejnego .
Od śmierci uratował mnie tylko zły stan zdrowia jego .
On zawsze mnie zabija .Zazwyczaj na drugi dzień emocje opadają i pomału zaczyna mi wybaczać ,ale w pierwszym odruchu zawsze mnie zabija .
Już chyba się przyzwyczaił ,że zawsze przywlokę do domu jakąś znajdę ,że zawsze widzę w tym potencjał ,że w ogóle moja ułańska fantazja nie ma granic i zawsze widzę coś w tych śmieciach .
A ta szafeczka ,no ludzie ! taka piękna ,drobniutka ,filigranowa ,z historią ZA 8 FUNTÓW ! tak ,teraz się wydało ,że wcale nie była za 5 ,okłamałam cię Grześku .Z głupa palnęłam 5 funtów ,bo pomyślałam ,że 3 funty różnicy uratuje moją dupę .Spanikowałam ,okłamałam ,bo chciałam ,żeby nasze dzieci nadal miały matkę ,a nasze małżeństwo nadal trwało .Powiedziałam nieprawdę ,bo wiem ,że nie nadążasz za moimi pomysłami ,nie ogarniasz .Więc poniekąd kłamstwo było w dobrej wierze .Zresztą wiesz ,że co jak co ,ale tłumaczyć to ja się nie będę .
W domu moim panuje absolutny eklektyzm .Każdy mebel inny ,a wszystkie takie same .Drewniane ,stare ,z duszą .
Marzył mi się stół okrągły ,taki żeby każdy siedział koło siebie i żeby nie dzieliły nas żadne kąty .
I krzesła ,koniecznie każde inne ,żeby ci co będą na nich siedzieć też byli każdy inny .
Zaakceptował to .Słowa nie powiedział jak miesiącami chodziłam po charity shopach i szukałam pojedyńczych sztuk starych ,drewnianych krzeseł .




I szafeczkę pomalowałam ,jako ,że trzeba było .Chciałam na jakiś nowy kolor ,ale zabrakło mi śmiałości .Tak ,mi zabrakło śmiałości ,ale nie z obawy przed nowym ,lecz z obawy przed reakcja jego .
No bo widzicie ,chłop wraca z pracy i w sercu go wciąż kłuje i widzi ,że to jednak nie był sen ,ona to coś naprawdę kupiła i to nadal tu jest .I jeszcze nową farbę ,choć w domu już tyle tego ,ale nie ,ona sobie wymyśliła ,że nowy kolor chce ,taka fanaberia ,wybryk ,ochota ...i gdybym wtedy wiedziała ,kurrr.......gdybym tylko wtedy wiedziała ...12 lat znajomości ,bliskiej ,najbliższej można by rzec .Wczoraj mówi mi ,że tą komodę dużą mogłabym pomalować bo tak smutno wygląda przy tej nowej ,że on mi ją nawet SAM no dół zniesie ...a nowy kolor ? ...spoko ,pojedziemy ,przecież to żaden problem ,wybiorę sobie .
12 lat znajomości .Już chyba powinnam przestać się dziwić .
On chyba mnie kocha .




piątek, 30 czerwca 2017

Jestę poważnie niepoważna

Nigdy nie robiłam sobie postanowień noworocznych ,bo i po co ?
Przecież siebie znam .
W tym roku jednak stwierdziłam ,że dla odmiany zaryzykuję .
Postanowiłam sobie już nigdy więcej nie wracać do mojego rzeźnika i w końcu znaleźć dobrego dentystę w... Anglii to może za dużo powiedziane ,po prostu w okolicach Huddersfield .
Jest ostatni dzień czerwca i ja już teraz wiem ,że jak nie rozboli mnie żaden ząb do grudnia to palcem nie kiwnę w tej sprawie .Oczywiście nie chcę żeby mnie ząb rozbolał ,bo bardzo nie lubię chodzić do dentysty ,ale z drugiej strony korzystne to postanowienie ....w każdym bądź razie sama od siebie nie pójdę -wiem jak to brzmi i wiem ile mam lat .


No właśnie ,odnośnie wieku ...jakieś dziesięć lat temu przerażała mnie wizja trzydziestki .Wydawało mi się ,że to tak dużo ,że będę musiała skończyć już z tym absurdem życiowym ,że będę musiała być taka poważna niczym pani Hogendorf od fizyki w podstawówce ....nie jestem .Nie mam smutnych ciuchów ,smutnej fryzury i smutnej ,szarej twarzy ( z całym szacunkiem ,przepraszam panią ).
Nie mam poważnej pracy ,nie zarabiam poważnych pieniędzy .Nie dorobiłam się wora hajsu ,nie mam nawet pól wora hajsu i choćbym się pocięła nie pomnożę hajsu  tego co mam ,czyli całkowita niepowaga panuje miesiąc w miesiąc na naszym koncie .I choć już lat kilka mówimy sobie ,że trzeba z tym skończyć ,dorosnąć to dwa tygodnie przed wypłatą znowu jesteśmy niepoważni,a przecież dorośli .
Mieliśmy już spoważnieć ,wziąć kredyt ,kupić dom .
I co ? J**** to ! Właśnie sobie wymyśliliśmy ,że babcię odwiedzimy .Bo życie jedno ,bo ona tam taka sama samiuteńka ,bo wnuki ,bo radość ....
Niepoważny jest mój wygląd .
Niepoważnie robię poważnie na drutach .
Poważne sporty uprawiamy niepoważnie .
Piszę bloga ,choć pisać nie potrafię ,nie ważne.
Mam dzieci całkiem na poważnie i wychowuje je całkiem niepoważnie .
Zamiast spoważnieć ,niepoważnie odkładam wszystko na jutro .A jutro ,wiadomo ,też na jutro .
Sodoma i Gomora .

A tak na poważnie jestem poważna ,lecz ludzie powagi mej nie widzą i jej nie zobaczą jak będą tylko patrzeć .

Takie mądre mi to wyszło ,nie ? ale wiecie ...stara jestem to mi wolno .

PS nigdy więcej postanowień noworocznych .

środa, 21 czerwca 2017

Ken ,czy to ty ?

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, kiedy mama kupiła nam ( dzieciom) rodzinkę Barbie. W skład rodzinki wchodziła of kors  sama Barbie, dzidziuś oraz Ken .Mam dwie starsze siostry .Ja jestem najmłodsza ,wiecie , niby tylko trzecia , a piąte koło u wozu.
Moja najstarsza siostra wzięła sobie Barbie, jako , że najstarsza i zapewne miała pierwsza prawo wyboru. Starsza czyli średnia, wzięła dzidziusia , przecież nie Kena.  A ja już wybierać nie miałam pomiędzy czym ,wiec mnie dostał się Ken.
Być może to właśnie zabawa Kenem w dzieciństwie wpłynęła na moją osobowość w późniejszym życiu .
Rodzice nie raz mieli do mnie pretensje , że jestem inna , i czy nie mogę być taka jak moje siostry.
No cóż, nie powiem teraz czyja to może być wina .

--o--

Podobno robienie sobie selfie wpływa pozytywnie na samoakceptacje .
Ja problemów na tym podłożu nie mam , aczkolwiek zdjęcia na których jestem są z miejsca usuwane z tel tudzież aparatu . Zawsze widzę ta dziesiąta brodę, bądź minę takiej jakby srającej sowy, choć zazwyczaj jest to ta dziesiąta broda.
Jestem też kobietą ,więc jest to transakcja wiązana , mam PMS . Nie wyglądam wtedy i nawet nie staram się wyglądać. Nie jestem też wtedy miła ,choć ,pewnie mi nie uwierzycie ,ale staram się miła być .Takie normalne -nie chodź w butach po domu ,w te dni niestety ,w niekontrolowany sposób jest wypluwane prze ze mnie i brzmi mniej więcej tak - gdzie mi tu kurrrwa łazisz w tych buciorach !!!!
I jeszcze ten ryj wykrzywiony .
No nie da się być piękną i miłą all the time .
Mam tego świadomość .
Samoakceptacja jest ,ale bez potrzeby trzaskania sobie ciągłych samojebek w kiblu czy też w windzie .


--o--

Siedzę sobie w szpitalu i czekam .
Czekam aż dziecko się obudzi, a śpi jak zabite tfu tfu .
Już nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Siedzieć czy stać. Po prawej ,czy po lewej stronie łóżka. Jednak po lewej .Po prawej jest okno i trochę wieje a na lewo zawsze mnie znosiło .Gapię się też tępo w taki maleńki monitorek na ciśnienie, puls i bicie serca dziecka .
Mam przy sobie książkę, ale nie mogę się skupić. Może po gazetę pójdę, aaaj jednak nie .Nie jestem aż tak zdesperowana.
Bardzo tego nie lubię, bo w końcu czekam w szpitalu przy łóżku dziecięcym, aż się syn po zabiegu obudzi , ale sięgam po tel.
Na fejsie mam tak niewielu znajomych , że tam prawie nigdy nic się nie dzieje .
Jestem więc na IG i widzę zdjęcie, a także profil dajmy na ten przykład pani Marzeny.
Zdjęcia ładne i to bardzo ,niepowiem .
Pani Marzena codziennie rano wita się ze swoimi instafriends porannym pączusiem , kawusia , życzy miłego dnia i przesyła wszystkim pozytywne wibracje .
Popołudniu kawa /ciasto /lody /buzia uśmiechnięta .
Wieczorem życzy kolorowych snów ,bla ,bla ,bla....
Zdjęcia kilku domowych kątów ,nawet ładnie urządzonych .
Codziennie to samo .
I nie trzeba tu być Krzysiem Rutkowskim ,by w mig połapać ,że zdjęcia pączusiów i kawusi wrzucane codziennie to zdjęcia tej samej kawusi i tych samych pączusiów tylko w zmienionej lekko aranżacji .Czyli pączusie były jedne ,kawa również tylko zdjęć 283 .
A zdjęcia chaty ,też na okrągło te same ,mniemam ,że tylko tam pani Marzena ma porządek .
Codziennie to samo .
To-sa-mo .
Aż do porzygania .
A zdjęć na profilu ma 2189 .
Czy tak teraz wygląda życie ?
Czy ja się gdzieś zgubiłam ?
Czy powinni wycofać Kena z zestawów rodzinnych Barbie ?

Ja codziennie rano witam się z moimi dziećmi ,sąsiadami ,nauczycielami ,innymi rodzicami ,tak po ludzku ,face to face .
Śniadanie jem w biegu .Nawet nie przyjdzie mi do głowy robić zdjęć moich tostów i gorzkiej herbaty .Mam dzieci i tak tłumaczę sobie domowy bałaganik .
Nie mam żadnych wirtualnych znajomych ,bo wszyscy mnie wkurwiają .
I może właśnie to jest mój problem ?
Może właśnie dlatego mam tylko 44 znajomych na fejsie ?