wtorek, 12 grudnia 2017

moje (nie)dokonania 2017




Jest grudzień ,ale nie będę rozpisywać się o świętach ,o pachnącej choince ,wspaniałych prezentach ,smacznej wigilii czy spotkaniach rodzinnych .
Jeżeli chodzi o praktykowanie polskich tradycji ,przekazywanie dzieciom wiedzy na temat naszych korzeni ,kultury to chyba jesteśmy totalną zakałą .Chociaż kolacja wigilijna przy śniadaniu wielkanocnym wypada na 5+ .Przynajmniej jest barszcz z uszkami i pierogi z kapustą ,trochę więcej cukru i glutenu niż zazwyczaj .Jest choinka i obrus na stole .
Bez owijania w bawełnę ,jestem ateistką i wychowałam się w Polsce .Uwierzcie mi ,rodzinne tradycje bywają dla mnie czasami prawdziwym wyzwaniem .Także ,ten ,zmiana tematu .

Postanowiłam zrobić sobie bilans mijającego roku ,żeby sprawdzić czy jestem ,aż tak bardzo do bani ,czy tylko troszeczkę .
Najpierw dokonania :
  • Założyłam ten blog i nadal go prowadzę !
  • Zmieniłam dietę i choć myślałam ,że będzie znacznie trudniej to jednak jest dużo lepiej,a od przyszłego roku ograniczamy gluten i eliminujemy mleko .Dla zatroskanych - dzieci maja się dobrze .
  •  Jestem starsza i mądrzejsza o rok ,i to by było na tyle w tym temacie .Nadal chodzę w czerwonych trampkach ,podwiniętych dżinksach ,słucham tej samej muzyki co 15 lat temu i nadal mam słabość do kolczyków .Odkryłam ,że ogromnym plusem dorosłości jest to ,że nie muszę już nikogo prosić ani pytać o zgodę ,kiedy do głowy wpadnie mi kolejny genialny pomysł .Po prostu sobie to robię .Poezja dorosłości . 
  • Nabrałam jeszcze większego dystansu do siebie i życia ,nie zrażam się niepowodzeniami ,a życiowe kopniaki już tak nie bolą -motywują. 
  • obyło się bez dołków i dołów
Niedokonania :
  • Kolejny już rok ,piąty ? nie zrzuciłam brzucha .Kiedyś ,żeby sprzedano mi alkohol musiałam udawać ,że mam 18 lat ,dziś muszę wciągać brzuch .Boli ,nie ? 
  • Przestałam praktykować jogę .Przyszły wakacje i jakoś tak samo przestało się ,się przestało .Ale z nowym rokiem zacznie się ,się zacznie .
  • Nie znalazłam dentysty -czyt. nawet nie szukałam  .Będę w Polsce to sobie zrobię ( podejście dorosłego człowieka i odpowiedzialnej matki high-level ).
  •  Nie kupiliśmy domu ,choć byliśmy już tak blisko celu .To niedokonanie boli najbardziej .A wystarczyło przecież pójść do pierwszej lepszej fabryki na kontrakt ,żeby tylko dostać kredyt .
  • Nie nauczyłam Jaśminy mówić po polsku .Miały przyjść wakacje ,miałam mieć tyle czasu wolnego  ,miałam z nią przysiąść ,miałam ....jest grudzień .Ponieważ uczę obce dzieci języka polskiego ,czuję się zobowiązana wyjaśnić ,że to wcale nie tak ,że uczę wasze ,a moje własne ni chu chu .Jaśmina mówi po polsku ,mówi tak trochę na poziomie Cyca Kiepskiego ,a chciałabym jednak żeby osiągnęła chociaż poziom Halinki .Jeszcze rok temu kiełkowała myśl ,że może kiedyś jakaś matura z polskiego ,a nóż widelec ,nie wiadomo co komu pisane ,może się im przyda ,dziś już zależy mi tylko na tym aby mogli dogadać się tak ,by podczas pobytu w Polce nikt ich na nic nie wyruchał .Trzeci rok powtarzamy polski alfabet ,drugi rok dwuznaki ,ą i ę to w dalszym ciągu kosmos niczym obrazy Salvadora Dali dla Grześka .Nic do tej bani nie wchodzi .Oczywiście mogłabym się tu zasłaniać brakiem czasu , kto go dziś ma ,nawałem obowiązków ,rękami urobionymi po łokcie ,ale............przecież wiemy o co chodzi .No nie ?
Cele na kolejny rok ?
Żyć .Nie chorować .Dużo się uśmiechać .


środa, 29 listopada 2017

Rozmowy w kuluarach

W sobotę przyjechał po nas Grzesiek i choć marzeniem ściętej głowy ,ułudnym pragnieniem byłoby życzenie sobie ,by po polskiej szkole wracać prosto do domu ....to na powitanie usłyszałam znane mi już do porzygania ,pytanie ,czy jedziemy na zakupy .Skierowaliśmy się na Tesco ,którego szczerze nie darzymy sympatią w ogóle ,ale które jest najbliżej ,a my chcieliśmy sprawę związaną z całotygodniowymi zakupami odhaczyć jak najszybciej .
O losie ! O życie !
Dlaczego dajesz tak szybko zapomnieć ? Dlaczego uczysz wciąż za mało ?
Znaleźliśmy się więc na wjeździe do Tesco ,w sobotę ,po 12-tej ,w prawie grudniu ! odwrotu nie było .Znaleźć miejsce na parkingu na Tesco w sobotę ,po 12-tej i to jeszcze w prawie grudniu graniczyło z cudem i my tego dokonali .Trafiło się jak ślepej kurze ziarno ,ostatni wyrysowany na płycie parkingu prostokąt ,ostatnia pozycja ,ostanie miejsce na samym końcu .Dość szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię ,brakiem wózków  .Wzięliśmy dwa koszyki .Jeszcze nigdy nie zrobiliśmy zakupów tak szybko .
A wszystko to ma związek z tym ,że jestem lekkomyślna ,że jestem frajerką dorosłości , że prawie grudzień po za całkowitym wyczyszczeniem konta nie mówi mi absolutnie nic ,że cały okrągły rok chodzę w trampkach ,że choć ciepło to wietrznie i może jednak grudzień ,niby Anglia ,ale zima ,i piłowanie pieńka w samym sweterku nie było najlepszym pomysłem  ,wyborem więc najnormalniej w świecie - przeziębiłam się i jedyne na czym najbardziej mi zależało ,to leki .Coś ,cokolwiek co nie da mi umrzeć .
Trzy rzeczy w życiu których możesz być pewny to to ,że twój kot zawsze ma cię w dupie ,że umrzesz i ,że sklepy za komuny były lepiej zaopatrzone niż Tesco w Huddersfield .Leków nie kupiłam ,za to przy drzwiach musieliśmy odstać swoje ,ponieważ Jaśmina potrzebowała 10 minut żeby zastanowić się do którego z trzech pojemników chce wrzucić swój plastikowy żeton ,a w tym czasie Dominik sępił o funta na tombole .Nic nie chciało się nade mną zlitować ,niczemu nie było mnie szkoda ,wszystko miało mnie gdzieś .Zostawiłam Grześka z zakupami i dziećmi i udałam się z buta do polskiego sklepu .Nie potrafię tego wytłumaczyć ,ale podczas osłabienia organizmu miewam dziwne pomysły przed którymi nawet nie staram się obronić .Kupiłam Rutinoscorbin i dwie laski toruńskiej .Po wyjściu na ulicę ,zaczęłam zastanawiać się dlaczego nie wzięłam reklamówki i czy iść z tą kiełbasą jawnie ,wszak to polska kiełbasa ,długa ,gruba ,zakrzywiona i wygina się w ręku ,czy może gdzieś ją schować ? Przecież miałam do przejścia market pełen ludzi i cały parking Tesco .
Bez większego szacunku ,bez skrupułów i sentymentu nad zabitą i przemieloną świnią ,jednym gwałtownym ruchem ręki wydobyłam z rękawa kurtki kiełbachę i wrzuciłam ją do bagażnika .


Siedzę i czekam aż herbata nieco przestygnie ,żeby czym prędzej nachapać się tego rutinoscorbinu ,wierząc ,że to wszystko czego mi trzeba by nie dać się przeziębieniu .Siedzę i słyszę :
-A pamiętasz ....

,,A pamiętasz ..." to jeden z naszych ulubionych i dość często poruszanych tematów . Niczym para emerytów spijamy sobie z dzióbków wspomnienia , racząc się tą odrobiną słodyczy w gorzkim już przecież życiu.
A pamiętasz jak się pierwszy raz spotkaliśmy ?
A pamiętam jak miałam może ze 4 ,5 lat , była burza ,ktoś mi nagadał ,że metal przyciąga pioruny .Pognałam więc do domu dosłownie na jednej nodze i schowałam lakierki mojej siostry , z metalowymi zapięciami  .Schowałam je za pralkę franie .
A pamiętasz knyszę z dworca ?
A pamiętasz gumy Donald i Turbo  ? Historyjki ?
A pamiętasz jak poszliśmy na pizzę do kwadratu ,było za 20 dziewiąta ,o dziewiątej zamykali i kelnerka udawała ,że nas nie widzi ?
A pamiętasz kiedy to było takie małe ?
A pamiętasz jak porzygałaś się na porodówce.....?
A pamiętasz....? A pamiętasz.....?

Coraz częściej w temacie wspomnień biorą udział też dzieci .
A pamiętasz jak byliśmy w zoo i pingwin zrobił kupę do wody ?

No więc siedzę i słyszę - A pamiętasz jak Rutinoscorbin był taki duży i stawał w gardle ?
-...... ?! Nie ,nie pamiętam !
Panie , kogo to ? ***** mnie to ,**** mnie to obchodzi ,******** .Nie mam siły . Z profilaktyki  to ja nawet nie biorę ręczników , jak jedziemy nad morze, a co dopiero dbać o to by się nie przeziębić w okresie jesienno-zimowym . Sięgam po masowe ,popularne  środki farmaceutyczne w momencie kiedy jest już raczej za późno.  Sięgam z nadzieją , że za późno nie jest ,bo wiem jedno .Wiem jak potrafi mnie sponiewierać zwykłe przeziębienie ,katarek ,zatkane zatoki ,nie wspominając o grypie ,kiedy odruchowo ubieram się na czarno i charczącym szeptem wydobywam z siebie - A czy pamiętacie ? Pamiętacie ,że po śmierci chce być spalona ? Wiem ,że jesteśmy tu sami ,nie ma nikogo kto wpadłby popilnować dzieci , ugotować obiad , wiem , że ani ja , ani on nie mamy prawa chorować . Wiem ,że szoł mast goł on nie patrząc na gile z nosa i inne niewygody ...zresztą po przejrzeniu apteczki i usunięciu z niej wszystkich przeterminowanych leków ,zostały tylko tabletki na katar sienny ,moje tabletki na ciśnienie i 1285 plastrów ,więc dzieci poniekąd w tym domu też nie mają prawa chorować ,co najwyżej doprowadzić do niewielkiego przelewu krwi w walce o niewiadomoco .
Nie wszystko ,zawsze mam w dupie ,ale w tym momencie właśnie tak było .W dupie miałam to jak wyglądał Rutinoscorbin 20 lat temu,czy przechodził przez gardło gładko ,czy w nim stawał .

Wieczorem już było ze mną tylko gorzej .Siedzę przy stole i to wszystko .Siedzę i nawet nie myślę .Siedzę i słyszę głos ,niczym grom z jasnego nieba przecinający odgłosy telewizora i szum maszyny do wilgoci .Bo to nie można tak normalnie ,tak cicho ,chociażby starać się  dopasować tonację głosu do sytuacji ,do pomieszczenia ,do odległości nas dzielącej .Nie można z wyczuciem ,delikatnie .
W żadnym stopniu nie ograniczam kontaktu ojca z dziećmi ,ale jeżeli w grę wchodzi delikatność ,ostrożność ,miękkość ...to Grzesiek nie ma z tym nic wspólnego .Bo to co dla niego jest strzepnięciem paproszka ( wiadomo o co chodzi  ,nie ? ) to w Anglii uchodzi za przemoc .
Siedzę i słyszę :
- A ty wiesz co mi się przypomniało ?
Odwracam głowę ,podnoszę powieki ,odsłaniając już nie jedno ,lecz dwa oka czerwone jak u gołębia ,żałośnie unoszę brwi ,dając znak ,że oto słucham Cię papużko ,kontynuuj .
- Przypomniało mi się ,że to nie Rutinoscorbin miał takie duże tabletki ......
- Kurwa .......panie .......ale kogo to ?

sobota, 18 listopada 2017

DIY - czyli robię sobie to sama ,kąt w kuchni

Postanowiłam ,że będą tu też posty o moich diajłajach .Jako ,że cały czas coś tam maluję ,szyję ,dziubdziam ,przerabiam ,robię ...krótko mówiąc -chyba tworzę .
Normalnie ,ludzie wyrzucają śmieci do kosza ,ja jestem w stanie dać im jeszcze minim 10 żyć .
Ja wiem ,że inni mają tak ładnie to poukładane na swoich blogach .Jakieś zakładeczki ,szufladeczki ...u mnie tego nie ma .Jedyne co mogę tu zrobić ,to dodać etykiety ,that's it .

Zobaczyłam gdzieś w biegu ,coś - tapeta w liście .Bomba ! Od razu wiedziałam ,że właśnie tego mi w domu brakuje .Nie dywanu ,nie szafy ,nie płytek do kuchni ,nie jeszcze jednego pokoju - tapety mi po prostu brakowało .Nie wiedziałam na której ścianie miałabym sobie urządzić taki ogród botaniczny ,ale wiedziałam ,że gdzieś urządzę .Padło na kąt w kuchni .


Dawno ,dawno temu ,może jakieś 5 lat wstecz ,wymyśliłam sobie tapetę w sypialni .
Tanią i ze wzorem .Życie cię oszczędziło ,dzieci cię nie dobiły ,weź se kup tanią tapetę i ze wzorem .Wzór nawet do siebie pasował na ścianie ,lecz cała reszta była do bani  .Powiedzieliśmy sobie wtedy ,że już nigdy ,przenigdy tapety ! taniej ! i ze wzorem !
Jak wiadomo ,czas leczy rany ....eee tam Renata ,na pewno nie było aż tak źle .Może jakaś jedna kurwa padła między innymi przekleństwami ,ale żeby od razu takie mocne słowa jak nigdy i przenigdy ? Nie dramatyzuj .
Tak więc w tym roku ,wzorzysty damaszek został zamieniony na piękne ,proste paseczki .Też tanie .Aczkolwiek paseczki .Proste i pionowe .
A teraz ,listeczki .Tapeta nie najtańsza i nie piszę tego ,żeby się przechwalać ,że mam ,mam już ten wór hajsu o którym kiedyś pisałam ,bo go nadal nie mam .Piszę o tym ,żeby potwierdzić plotki ,jakoby droższa tapeta nie była zła .Nie jest .Droższa tapeta jest wręcz bardzo dobra .Co prawda sama się nie kładzie i nie przycina ,a szkoda .....


Przy okazji nowej tapety ,przemalowałam drzwi , stół i krzesła ,ale to już naprawdę detale .Na drzwiach testowałam nową farbę ,więc nie są one pożółkłe ze starości ,to odcień shortbread .Pamiętam jak się tu wprowadziliśmy osiem lat temu to te drzwi były dokładnie takiego samego koloru ,ale wtedy to chyba były pożółkłe jednak ze starości .
Normalnie ludzie w szafkach kuchennych trzymają jedzenie ,talerze bądź garnczki ,u mnie jedną z dwóch największych szafek zajmują farby ,lakiery ,pędzle ,wałki ,spraye ,kleje ,proszki ,pojemniki ...i 6 worków kociej karmy .
Ja nie wiem jak filigranowy kotek wielkości szczura może żreć jak koń .

I teraz na koniec taka refleksja  -chęci i predyspozycje to nie wszystko .Fajnie byłoby też mieć głowę na karku  ,by nie zapomnieć ,że kładzie się tapetę ze wzorem ,a ten wzór to dobrze wyglądałby na ścianie gdyby do siebie pasował ,że nie wystarczy tylko wymierzyć ścianę i pociąć tapetę ,bo może okazać się ,że zaistnieje taka oto sytuacja pod sufitem .


I może ktoś już w tym momencie rzuciłby DIY w cholerę ,życie by mu zbrzydło ,a Raffaello od Ferrero Rocher straciłoby smak ,ale nie ja ,nie mi .
Ja ,w naprawianiu tego co spieprzyłam jestem naprawdę bardzo dobra .
Tapeta była jeszcze ciepła ,a ja miałam już plan B.
Wróciłam do sklepu .Mam już próbkę tapety .Załatam to .








wtorek, 7 listopada 2017

ja w wielkim mieście

Pracujesz  w domu ?
Jesteś rodzicem ?
Matką ?
Zapomnij o pracy .
Ja bynajmniej nie ogarniam tego połączenia .

I tak na przykład ,w tym tyg to nie ,ponieważ dla odmiany pracuję ,ale w przyszłym jadę sobie do city .Manchester City .
Spokojnie , spokojnie , zdążę wrócić żeby pomyć gary i zrobić obiad na czas .
Nie będzie to wycieczka krajoznawcza .Nie będzie to też shopping . Cel jest jeden ,konkretny - jadę ,odbieram co mam do odebrania i wracam .
Dlaczego w ogóle o tym piszę ?
Ponieważ jadę SA-MA .Nie będzie koło mnie żadnego anioła stróża w postaci osoby towarzyszącej i na bank się zgubie ,choć droga prosta jest .
Zawsze się gubię ,wszędzie .
I to już naprawdę nie jest zabawne .
Chociaż w tym wieku wymagałabym już od siebie jakiejś ,chociażby minimalnej orientacji w terenie to mój umysł mówi -Nah ! mapa nieczytelna .Goń się .
Zgubiłam się w Elland (!).
Źle wysiadłam z windy na lotnisku w Manchester ,błądziłam wzrokiem w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki w postaci NAPISU ,jak dotrzeć do stacji kolejowej .Był OBRAZEK jak byk ,z narysowanym pociągiem .Ja go oczywiście nie widziałam.
Gubię się zawsze w szpitalnych labiryntach .Nie ogarniam ich . Grzesiek jest świadkiem . Zawsze jak trzeba jechać z którymś dzieckiem do szpitala na badanie , zawsze jedzie ociec .Chcąc kiedyś wymienić Grześka w szpitalu przy dziecku ,zamiast pójść schodami do góry ,ja wykonałam coś co nawet dla mnie pozostaje abstrakcją ,poszłam w jakimś absurdalnym kierunku ,miotałam się przez dłuższy moment i zamiast znaleźć się na oddziale dziecięcym ,trafiłam na psychiatryk .
To zaledwie szczypta mojego zagubienia w otaczającym mnie świecie .

Jest jeszcze jedna rzecz która nie pozwała mi spokojnie żyć i spać ,przynajmniej do przyszłego tygodnia .Zawsze ,kiedy podróżuję sama ,mam taką schizę ,że źle wsiądę .Do złego pociągu .A wtedy to już kaplica .Koniec .Powrotu nie ma .
Nigdy mi się coś takiego nie przydarzyło .Raz tylko wsiadłam do złego autobusu we Wrocławiu ,i wylądowałam gdzieś na Kuźnikach ,ale świat mi się nie zawalił ,przeszłam pieszo com spieprzyła i żyję .
Jechałam kiedyś pociągiem relacja Wrocław -Kraków z laską ,która wsiadła do złego pociągu ,ta to dopiero miała pecha .A dodam ,że pociąg ten to ,ej heloł ,Intercity ,pospieszny .Pospieszny ,bo zatrzymuje się tylko na wybranych stacjach, nie mylić ,że niby szybki czy coś .Jedzie przez Górny Śląsk i zalecam podróż tą trasą ,ludziom ze stanami depresyjnymi ,może wtedy do nich dotrze ,że może być naprawdę gorzej niż jest .Że są ludzie którzy tym pociągiem np.muszą  jeździć częściej .Że można wsiąść do takiego pociągu przez pomyłkę i wtedy to już kaplica ,bo teoria w tym przypadku nie idzie w parze z praktyką .Pociąg niby jedzie ,chociaż ewidentnie stoi w miejscu .
Zawsze na dworcu ,pytam się tylko tak dla pewności ,dwustu osób czy aby ten pociąg to mój pociąg ? ale na pewno ? ale jesteś siur na 100% ? ale tak na 110% też ?
Żartuję .Pytam się tylko dwudziestu osób ,bo więcej nie spotkam na dworcu w Huddersfield ,a w drodze powrotnej nie pytam się już nikogo ,bo jest mi wszystko jedno .

Grzechu czytaj , to do Ciebie - wywlekam te wszystkie brudy publicznie , żeby później nie było , że drę ryja za nic , lub zamordowałam bez afektu. Jeżeli pójdę źle ,źle skręcę ,przejedzie mnie tramwaj ,a mapa google jak zwykle mnie zawiedzie ,cokolwiek - ostatni raz jadę do konsulatu sama .O-STA-TNI !